sobota, 8 kwietnia 2017

Pływające Muzeum w Porcie Leith - HMY Britannia




Edynburg, miasto o ponad tysiącletniej historii i stolica Szkocji, oferuje szeroki wachlarz  interesujących atrakcji turystycznych - począwszy od raczej sztampowego zamku na mocno ufortyfikowanym wzgórzu, na muzeum Królewskiego College’u Chirurgicznego kończąc. To ostatnie, wypełnione po brzegi trzymanymi w słojach (często zdeformowanymi) częściami ludzkiej anatomii wywołuje u zwiedzających zachwyt, lub, u tych bardziej wrażliwych, torsje….. Jednakże od ostatnich paru lat największą popularnością cieszy się miejsce nie mające nic wspólnego z historycznym centrum miasta – a nawet nie będące w ogóle elementem urbanistycznej tkanki Edynburga.


HMY Britannia, zacumowany przy terminalu portu w Leith

Mowa tu oczywiście o Her Majesty’s Yaht Britannia, ponad sześćdziesięcioletnim okręcie,  pływającym muzeum na stałe zacumowanym w porcie w Leith. 126 metrowy jacht królewski o wyporności tysięcy ton i tradycyjnym napędzie parowym został zwodowany w obecności królowej Elżbiety II 16 kwietnia 1953 roku w Clydebank, West Dunbartonshir, Szkocja. Statek spędził kolejne czterdzieści trzy lata cały czas w rejsie, od portu do portu, przepływając milion mil morskich – równowartość 46 okrążeń Ziemi. Ponad 250 członków załogi, wolontariuszy z Royal Navy służących z wielkim oddaniem Rodzinie Królewskiej, dbało o sprawne działanie jednostki; niektórzy ponad trzy dekady na tym samym stanowisku.

Widok na jacht od wejścia dla zwiedzających

Jacht przewoził królową oraz członków rodziny królewskiej wypełniających najróżniejszej maści i treści misje dyplomatyczne w najdalsze zakątki świata. Idea „pływającej ambasady” wynikała bezpośrednio z wielkości Imperium Brytyjskiego. Jeszcze w latach 50tych pod rzeczywistą bądź symboliczną władzą korony znajdowały się ogromne połacie Afryki, Azji, Ameryk i setki wysp na każdym oceanie świata. Król bądź królowa powinni przynajmniej raz w ciągu swojego panowania odwiedzić każdy element swojego Imperium, nie mówiąc o kurtuazyjnych wizytach w sojuszniczych krajach czy ważniejszych negocjacjach, na których obecność głowy państwa była wymagana. W trakcie eksploatacji jacht Britannia uczestniczył w 690 misjach dyplomatycznych, m.in. w otwarciu Drogi Wodnej Świętego Wawrzyńca (systemu śluz i kanałów pomiędzy Atlantykiem a Wielkimi Jeziorami) w 1959, był w centrum wydarzeń podczas przeglądu Royal Navy z okazji Srebrnego jubileuszu (25 lat panowania) a w 1994 służył za miejsce spotkania kilkudziesięciu przywódców państw z okazji 50lecia lądowania Wojsk Sprzymierzonych w Normandii. Statek przez przypadek wziął też udział w ewakuacji wojsk Brytyjskich z Adenu w 1967, co dosyć jasno unaocznia szybko zmieniającą się sytuację w Brytyjskiej polityce tamtych czasów. Ostatnia misja, w 1997, związana była z symbolicznym oddaniem Hong Kong’u pod Chińską administrację. Wiele znanych osobistości miało okazję spotkać się z królową i  jej mężem księciem Filipem na pokładzie tego statku jak i towarzyszyć im podczas rejsu – wśród pierwszych gości był m.in. Dwight D. Eisenhower, weteran II wojny światowej i 34 prezydent USA. Od lat sześćdziesiątych jacht miał też inne, tajne przeznaczenie – w razie wojny jądrowej miał służyć jako mobilny bunkier, ukrywający się przed sowieckim radarem na  wodach Szkockich zatok i jezior, osłonięty przez wysokie i strome powulkaniczne wzgórza.

Sypialnia Królowej
Statek został odpowiednio wyposażony, by zapewnić wszystko, czego rodzina królewska mogła potrzebować podczas swoich podróży dyplomatycznych. Najwyższy pokład zapewniał luksusowe (jak na wielkość statku) kwatery dla Elżbiety, księcia Filipa oraz wysokich rangą gości pary królewskiej. Prócz sypialni, każdej  urządzonej pod gust właściciela, na pokładzie znajdowały się także klasyczne biura. W trakcie podróży królowa zwykła czytać pocztę (statek posiadał nawet własny urząd pocztowy), pisać listy oraz wykonywać inne czynności wymagane od głowy państwa. Pomyślano także o wspólnej, nieformalnej bawialni połączonej z otwartym tarasem, potrzebnej by rodzina królewska mogła odpocząć od swoich obowiązków, zrelaksować się ciesząc oczy widokiem bezkresu wód. Nie ma nic dziwnego, żadnej przesady w tej dbałości o zapewnienie komfortu, funkcjonalności i niezbędnej intymności biorąc pod uwagę, że większość swojego życia Elżbieta II i jej mąż książę Filip spędzili właśnie na pokładzie Britanni’i, a nie w pałacach: Buckingham, Windsor czy Holyrood. Poniżej znajdowały się bardziej reprezentacyjne pomieszczenia. Zwłaszcza oficjalna jadalnia, która w razie potrzeby mogła być przystosowana do pełnienie funkcji sali tanecznej, robiła na zaproszonych gościach wielkie wrażenie. Pośrodku pomieszczenia stoi stół na ponad 30 osób, zaś ściany zostały gradualnie zapełnione pamiątkami z licznych podróży; od ludowego rękodzieła po technologiczne kurioza. Na rufie statku znajduje się także gustownie wyposażony, obszerny salon, idealny do oficjalnych spotkań z dygnitarzami obcych państw. Statek wyposażony był także w barkę królewską, którą transportowano osoby z i do zacumowanego statku oraz  luksusowy,  reprezentacyjny samochód Rolls-Royce, własność rodziny królewskiej od 1960 roku.

Salon spotkań
 
Reprezentacyjna jadalnia
 
Royce - Royce Rodziny Królewskiej
Prócz już wzmiankowanej poczty, statek posiadał także własnego lekarza-chirurga, dentystę oraz przestronną pralnię. Dobór „usług” dostępnych na statku był ogromny, ale nie wynikał tylko z obecności pary królewskiej. W razie nagłej potrzeby „cywilne” statki Royal Navy mogły zostać  szybko zmienione w statki szpitalne. 

Front nadbudówki Brittanni’i  mieścił główny mostek statku jak i oddzielne pomieszczenie z kołem sterowym oraz pomieszczenia komunikacji radiowej, nawigacji etc. Tuż poniżej znajdowały się kwatery kapitańskie, z własnym biurem oraz oddzielną mesą do oficjalnych posiłków z wyższymi rangą członkami załogi lub gośćmi. Dowódcom Royal Navy w stopniu kapitana bądź wyższym przysługiwał także osobisty steward, odpowiedzialny za szereg różnorakich spraw – od prania i prasowania mundurów kapitańskich po organizację i obsługę posiłków w dedykowanej mesie. W pobliżu znajdowały się też miejsca spoczynku starszych oficerów i przeznaczony dla nich salonik z własnym kominkiem, barem obfitującym w różnego rodzaju trunki, telewizorem, szerokimi sofami oraz zestawami rozmaitych gier. Na niższych poziomach statku można znaleźć skromniejsze pomieszczenia młodszych oficerów, podoficerów oraz orkiestry honorowej. Podstawowe marynarskie  prycze nie były zbyt przestronne, jednak i tak jakość zakwaterowania była tu znacznie wyższa niż na przeciętnym okręcie Royal Navy. 

Mostek kapitański


Bawialnia starszych oficerów; w wentylatorze zaplątany pluszowy wombat

Kwatery załogi
Choć w części użytkowej w ciągu czterech dekad eksploatacji wprowadzono wiele zmian, w tym  komputery oraz szeroko pojętą cyfryzację, to maszynownia Britanni’i nigdy, od czasu zwodowania, nie była modyfikowana. Zwłaszcza pod koniec eksploatacji, w latach 90tych, zaproszeni na pokład jachtu goście nie mogli uwierzyć, że napęd parowy statku wciąż działał bez zarzutu, kontrolowany przez ten sam system mechanicznych pokręteł i zaworów; nawet koło sterownicze statku zostało w tym czasie wymienione na zupełnie nowe.
 
Maszynownia

Statek został skreślony z listy Royal Navy w 1997. Paradoksalnie decyzja ta została podjęta nie ze względu na wiek jednostki, ale z pobudek politycznych. Konserwatyści, starający się o reelekcję, mieli wizję zastąpienia starego jachtu nowocześniejszym. Laburzyści, którzy wygrali wybory, wyłączyli jednostkę z użytku  nie zastępując ją nową z dwóch powodów: po pierwsze chodziło o koszty, po drugie w dobie szybkich połączeń lotniczych i sprawnie działających misji dyplomatycznych taką formę uprawiania polityki uważali za staroświecką. 

 Mniej-więcej w tym samym momencie, po referendum w sprawie autonomii, zaczął działać nowy, Szkocki parlament. Prawdopodobnie w celu przypieczętowania i upamiętnienia tego doniosłego wydarzenia yacht Britannia został przekazany jako dar i zacumował na stałe przy budowanym wtedy terminalu portowym. 

Od tego czasu Britannia jest dostępna dla turystów przybywających licznie do Edynburga. Średnio co roku ponad trzysta tysięcy osób odwiedza jacht, przechadzając się po pięciu pokładach z kamerami i aparatami fotograficznymi, uważnie słuchając audio-tour gide’ów (jest też opcja po polsku). Najwyższy pokład został zaadoptowany na kawiarnię, aktualnie stale zapchaną osobami pragnącymi napić się kawy bądź zjeść coś lekkiego podczas przerwy w zwiedzeniu. Choć jacht wydaje się być zabytkiem minionej epoki, to trzeba zauważyć, że nawet okręty muzealne Royal Navy muszą być zdolne do pełnienia służby w razie sytuacji awaryjnej – Britannia w teorii mogłaby w ciągu 24 godzin wypłynąć jeszcze raz w morze.

HMY Britannia to jedno z moich ulubionych miejsc w Edynburgu, które polecam nawet osobom średnio zainteresowanym statkami i żeglugą. Jeżeli nie wzdychasz do zdjęć okrętów liniowych okresu dwóch wojen światowych to i tak znajdziesz na pokładzie coś, co cię zainteresuje bądź zaintryguje.